Oczami Annabell
Byłam strasznie podekscytowana dzisiejszym wieczorem. Justina zaproponował mi żebym pojechała z nim w pewne miejsce. Oczywiście nie wiem gdzie, ale to przecież Justin, zdążyłam już do tego przywyknąć. Moje ubranie miało być, uwaga cytuję "Ubierz się sexy, liczę, że popuścisz wodze fantazji". Odkąd tutaj przyjechałam kupiłam sobie parę rzeczy, ale nic w tym stylu. Otwierając szafę, zlustrowałam swoje ubrania niczym rentgen i uśmiechnęłam się gdy moje oczy natrafiły na czarne obcisłe rurki, oraz w tym samym kolorze bluzkę. Zrzuciłam z siebie biały ręcznik i kolejno założyłam bieliznę, a potem skompletowane ciuchy. Wyprostowałam włosy żeby następnie zebrać je do kucyka. Oczy podkreśliłam eyelinerem, a usta czerwoną szminką. Spoglądając w lustro byłam zadowolona ze swojej pracy. She can't sing, she can't dance but who cares? She walks like Rihanna w całym domu rozległ się hałas spowodowany moim telefonem. Podchodząc do szafki szybkim ruchem odebrałam połączenie.
-Bell?- głos mojej przyjaciółki zawitał w słuchawce.
- Tak, dlaczego dzwonisz?- spytałam na co dziewczyna zachichotała.
-Chciałam zapytać się tylko co robisz.
-Szykuję się, ponieważ Justin chce dzisiaj gdzieś mnie zabrać- uśmiechnęłam się na sama myśl o tym.
-Och, to świetnie! Spotkamy się na miejscu, część piękna!- pisnęła z nutą ekscytacji w głosie, a ja zachichotałam. Zanurzając się kolejny raz w szafie, wyjęłam ciemne buty na koturnie. Zakrywały całą stopę aż do kostki, a platforma na której były dodawała im ciężkości. Po zasznurowaniu ich psiknęłam się moimi ulubionymi perfumami i ruszyłam na dół, gdzie czekał na mnie szatyn.
-Zamknij szczękę, bo niedługo uderzy o podłogę- mrugnęłam do chłopaka, który tylko zachichotał.
-Wyglądasz wspaniale, wiedziałem, że dobrze się spiszesz.- jego cwaniacki uśmiech poszerzył się tylko na twarzy.
-Dziękuje, ty również wyglądasz nie najgorzej.- tylko czekałam na jego reakcję.
-Co? Komplementuję cię, jestem miły, a Ty mówisz mi, że wyglądam nie najgorzej?-mówił zawzięcie lecz w pewnym momencie zupełnie się wyłączyłam i wybuchłam śmiechem.
-Przepraszam, Justinie!- mruknęłam z sarkazmem- nie wiem co we mnie wstąpiło aby to idealne ciało nazywać nie najgorszym. Zamiast obrazów w British Museum powinny być porozwieszane twoje nagie zdjęcia, a Maslow powinien ustawić cię na najwyższej pozycji w piramidzie potrzeb, czy teraz możemy już iść?- uśmiechnęłam się, a Justin z uznaniem skinął głową. Muszę przyznać kłamałam gdy mówiłam, że wygląda "nie najgorzej", powinien dostać order za to, że jeszcze nikt nie zerwał z niego ubrań. Szatyn złapał za moją dłoń i splótł nasze palce, przez co motylki w moim brzuchu, zawładnęły całym ciałem. Wydaję mi się, że z dnia na dzień moje zauroczenie do Justina wzrasta. Nie mogę mówić o zakochaniu, czy nieszczęśliwej, nieodwzajemnionej miłości, ale po prostu zauroczeniu. Po przepuszczeniu mnie w drzwiach weszliśmy do sportowego samochodu chłopaka. Miał on naprawdę wielki ubaw gdy wsiadałam, ale to wina podłogi, która była zrównana prawie z betonem na jego podjeździe!
-O czym myślisz?- zapytał mnie, wyrywając mnie z zamyśleń.
- O tym gdzie mnie zabierasz.-przekręciłam głowę w jego stronę żeby zobaczyć iskierki rozbawienia tańczące w jego brązowych oczach.
-Długo będziesz mnie męczyła?- zachichotał.
-Im szybciej mi powiesz tym krócej- uśmiechnęłam się i przytaknęłam sama sobie, jakby moja odpowiedź była warta nominowania do Nobel Peace Prize.
-I tak nie powiem Ci słonko- przymknął powiekę u lewego oka i wrócił do wpatrywania się w ulicę. Zrezygnowana westchnęłam i głębiej zatopiłam się w aucie. Wszystko w pojeździe było tak ciekawe jak sudoku, którego nigdy nie potrafiłam ułożyć. Wzrokiem przejechałam po desce rozdzielczej i znalazłam ciekawy guzik, który bez zastanowienia wcisnęłam. Fotel na którym siedziałam zaczął intensywnie wibrować na co jęknęłam z zachwytu. Justin spojrzał się na mnie wysyłając tajne znaki mówiące, że jestem idiotką, ale on tego po prostu nie rozumiał.
-Zaraz dojeżdżamy- mruknął, na co cicho burknęłam. Nie chciałam opuszczać tego siedzenia, było lepsze od tych wszystkich mydełek z Calgonu czy ramion chłopaka. Justin jednym zwinnym ruchem pozbawił mnie rozkoszy i wyciągnął pilota ze stacyjki. Z gracją podniósł się oraz obszedł auto aby otworzyć mi drzwi i podał mi swoją pomocną rękę.
-Wspaniała kindersztuba, panie Bieber- oboje zachichotaliśmy.
-Dziękuję, panno Reed.- mrugnął okiem i splótł nasze palce. Byłam zdziwiona gdy zobaczyłam, że stoimy pod jakimś domem, ale nie zadawałam pytań. Chłopak zgiął wskazujący palec i zapukał z mocne dębowe drzwi, które po chwili rozchyliły się, a w nich stał około czterdziestoletni, umięśniony mężczyzna. Miał delikatny zarost, ale nadal był przystojny, tatuś do wzięcia.
-Witaj, Justin- po odtworzeniu jakiegoś rytuału, na którego ludzie mówią "męski uścisk" jego wzrok padł na mnie. -A ta piękna dziewczyna, to?-nie powiem, że nie zarumieniłam się na ten komentarz od tatuśka.
-To moja przyjaciółka- Justin delikatnie zarzucił na mnie swoje ramie w przyjaznym geście.
-Annabella- wystawiłam dłoń do mężczyzny.
-George- delikatnie chwytając moją dłoń, musnął ją swoim ustami, woah chyba każdy ma tutaj tak wspaniałe maniery.- Jest w garażu, przetrzymać Ci auto?- George uśmiechnął się, a ja jeszcze bardziej poczułam potrzebę adoptowania mnie przez niego.
-Jeśli nie sprawi to problemu to tak- po tych słowach tatuś rzucił nam klucze i pomachał na odchodne.
-Pa George!- wymieniliśmy się uśmiechami, a Justin zamknął drzwi z większą siłą niż powinien.- Co z Tobą?- rzuciłam, widząc jego grymas. Niestety odpowiedziała mi tylko huk drzwi garażowych.- Justin!
-Co?- krzyknął, z jego pięknych oczu wyniosły się wszystkie szczęśliwe iskierki.
-Pytam się co się stało!- pisnęłam, trochę za wysoko.
-Flirtowałaś z moim wujem na moich oczach- dał ogromny nacisk na słowo "moim".
-Aw! Justin Bieber jest zazdrosny?- podeszłam do niego, szybko wspinając się na palcach żeby musnąć jego policzek.
-Nie, wcale, że nie jestem- odwrócił się tyłem, myśląc, że zdoła ukryć przede mną rumieniec.
-Cokolwiek żeby dobrze spało Ci się w nocy skarbie- po tych jakże odważnych słowach, rozejrzałam się po pomieszczeniu. Na środku stał idealnie wypolerowany motocykl, a wokół niego leżały narzędzia. Justin zwinnie je wyminął i podszedł do niego dając mi znać żebym poszła w jego ślady. Delikatnie podniósł mnie i posadził po czym sam zajął miejsce kierowcy.
-Dzisiaj chciałem pokazać Ci mały skrawek mojego życia.-Po tym zdaniu wyruszył z garażu nie martwiąc się o światło czy cokolwiek. Przytuliłam się od tyłu do jego umięśnionego ciała i oparłam głowę o ramię. Ta chwila była tą, którą warto zapamiętać, kiedy warto się zatrzymać chociaż na chwilę. Z daleka widziałam inne pojazdy i sporą ilość ludzi, ale szybko pokonaliśmy odcinek przy prędkości, z która jechał Justin. Gdy pojazd zatrzymał się Justin zeskoczył z niego i pomógł mi zejść.
-Kochanie, witaj na wyścigach.
______________________________
Przepraszam za kolejny nic nie wnoszący rozdział, ale dopiero co odzyskałam internet i szybko chciałam coś napisać :) 6 komentarzy= nn :)
Wasza droga szantażystka @luvmedrew :)