niedziela, 29 września 2013

3. Czy to jest żart?

Co do kurwy, czy to jest jakiś żart? Poszłam tylko do toalety, a skończyłam jak Roszpunka, tylko cholera nie mam tak długich włosów, mnie nikt nie uratuje i nie jestem na wieży tylko piwnicy w której panowała wilgoć i śmierdziało stęchlizną, ze ścian odchodziła farba, a drewniana podłoga rozchodziła się. Znajdowało się tylko jedno małe okno przez, które wpadała ograniczona ilość światła. Podsumowując nie mam szans na ucieczkę z tego gówna. Moje przemyślenia przerwał wysoki chłopak wyglądał, jak Edward Cullen, tylko, że tym razem Belli nie poszczęści się.
-Dlaczego do cholery przetrzymujecie mnie w tej piwnicy?- krzyknęłam z wyrzutami w stronę chłopaka.
-Zadziorna- mruknął i zachichotał, jeszcze gdyby to było zabawne.
-Odpowiesz mi?
- Dowiesz się w swoim czasie- burknął, chyba podirytowany moją ciekawską postawą. Złapał mnie za rękę i ciągnął w stronę wyjścia.
-Nigdzie z Tobą nie pójdę- zaczęłam wyrywać się się, chłopak był na granicy wytrzymałości, kiedy kopnęłam go w "niedotykalną strefę" jego złość wybuchła.
-Ty suko- warknął i uderzył mnie pięścią w usta, z których od razu zaczęła lecieć strumieniem metaliczna ciecz. Złapał mnie za uda i przerzucił przez ramię, uderzałam go pięściami po dolnej części pleców i tyłku (którego naprawdę każda dziewczyna powinna mu zazdrościć), ale to i tak nic nie dało, dupek. Szliśmy ciemnym korytarzem, dziwne jedynie było to, że słyszałam głośną muzykę. Otwierając drzwi ujrzałam skąpo ubrane panienki, niektórym po policzkach spływały łzy, niektóre miały w oczach złość, a jeszcze inne cieszyły się, co cholernie mnie dziwiło. Tylko co ja tutaj robię? Dziewczyny patrzyły się na mnie współczującym spojrzeniem. Blondyn postawił mnie na ziemie, po czym wepchnął do pokoju numer 21. Za biurkiem siedział facet w podeszłym wieku, wyglądający jak człowiek sukcesu, ze świetną pracą i z tysiącami na koncie.
-Usiądź, nazywam się John- uśmiechnął się do mnie miło, co odwzajemniłam.- Czy to zrobił Ci Lucas, ten blondyn? - pokazał na moją rozciętą wargę, nieśmiało skinęłam, facet burknął coś pod nosem, a potem zapisał w zeszycie. Widać, że są tutaj normalni ludzie, którzy mają serce.
-Na pewno dziwi Cię to co tutaj robisz, ale nie wiem czy wiesz z kim miałaś do czynienia. Zayn Malik zabił mojego najlepszego przyjaciela, czy wiesz co się z tym wiążę?- nie czekając na moją odpowiedź kontynuował- ktoś musi ponieść tego konsekwencje, a Ty jesteś najbliższą mu osobą, nie rozdrabniając się w szczegóły, witaj w nocnym klubie kochanie- doznałam szoku, siedziałam jak sparaliżowana, nie wiedziałam czy mam śmiać się, czy płakać, po prostu siedziałam patrząc się na niego jak na wariata, który uciekł z psychiatryku, cofam wszystkie słowa w,których mówiłam, że jest normalny, ten człowiek, powinien zmienić leki, ponieważ przypuszczam, że te co teraz przyjmuje są za słabe, albo sprzedaje w szkołach głupim dzieciakom.
-Teraz idź się wyszykuj i daj z siebie wszystko.- puścił mi oczko, na co prawie zwymiotowałam.
-Ty jesteś idiotą czy może masz problemy z osobowością?- zakryłam ręką usta, przybij piątkę Bella, na pewno tymi słowami polepszyłaś swoją sytuację, facet był oszołomiony moimi słowami. Brutalnie złapał mój podbródek i ścisnął go pomiędzy kciukiem, a placem wskazującym.
-Udamy, że tego nie powiedziałaś, a teraz zabierzesz swój seksowny tyłek z tego pokoju, będziesz kręcić nim przed publicznością, a ja zarobię na nim pieniądze, zrozumiano?- warknął puszczając mnie. Pospiesznie wyszłam od tego bipolarnego sukinsyna, nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić.
-Cześć, pierwszy dzień?- uśmiechnęła się ciepło dziewczyna, była przepiękna, miała pełne usta, długie brązowe włosy i ogromne niebieskie oczy.
-Tak, Annabella- powiedziałam nieco speszona, podając jej rękę, dziewczyna zachichotała i przyciągnęła mnie do przyjaznego uścisku.
-Victoria- mruknęła odrywając się ode mnie.- Chodź trzeba Cię wyszykować- powiedziała łapiąc mnie za łokieć. Usiadłam przy toaletce, a dziewczyna wyglądała jakby miała w tym wprawę, sięgnęła z dolnej szuflady lokówkę, po czym podłączyła do gniazdka i czekała aż rozgrzeje się.- Nie przejmuj się będzie dobrze, nie jest aż tak źle, idzie się przyzwyczaić- po tych słowach rozluźniłam się.


Annabella, Victoria do mnie, krzyknął mężczyzna stojący przy ogromnych czarnych drzwiach.
-Victoria, pomóż Annabelli, ponieważ to jest jej pierwszy raz.-skinęłyśmy głowami i wtedy zaczęłam się denerwować, ale muszę przyznać, że Vick podołała wyzwania, wyglądałam niesamowicie.
- Spokojnie, będzie dobrze, chodź blisko mnie, a wszystko będzie okej. Udawaj, że praca sprawia Ci przyjemność- otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale nie mogłam nic z siebie wyrzucić, dziewczyna zachichotała. Weszłyśmy do klubu przez bar i wtedy się zaczęło. Na scenie dziewczyny robiły striptiz z doklejonymi uśmiechami, niektóre tańczyły na stołach, a jeszcze inne były obmacywane przez napalonych facetów. Natomiast my byłyśmy przydzielone do strefy VIP, jest tam większa dyscyplina i kultura z czego bardzo się cieszyłam, miałyśmy po prostu przyjmować zamówienia oraz dostarczać je. Na początku stałam przy barze i bacznie obserwowałam Vicky, która nawet zapisując w notesie potrafiła wyglądać kusząco. Odchodząc, wzrok wszystkich spoczął na niej, robiła wrażenie.
-Teraz twoja kolej, delikatnie klepnęła mnie w tyłek i popchnęła na przód. Zmysłowo podeszłam do ostatniego stolika, zauważyłam, że ten sam brunet co patrzył na mój biust na dyskotece patrzy na mnie, uniósł dwa palce w górę co znaczyło, że chciał coś zamówić. Nie dałam po sobie poznać, że jestem cholernie speszona, seksownym krokiem ruszyłam w jego stronę.
-Chciałbyś coś zamówić? -spytałam uśmiechając się od ucha do ucha.
-Tak, poproszę Whiskey z lodem- odpowiedział mi brunet, uśmiechając się skinęłam głową i odeszłam, czułam jego przeszywający wzrok, dlatego bardziej zaczęłam kręcić tyłkiem. Podałam zamówienie barmanowi i podeszłam do Vicky, która dumnie przyglądała się całej sytuacji.
-Jestem z Ciebie cholernie dumna - pisnęła Vick- skradałaś się jak pantera, a potem zaatakowałaś tego niewinnego mężczyznę!- nie mogłam powstrzymać chichotu, odebrałam alkohol od barmana. Ruszając w ten sam sposób, przyciągałam wzrok mężczyzn i zaczęło mi się to podobać, oczywiście gdybym tylko miała okazję uciekłabym.
-Proszę, o to twoje zamówienie- niestety ktoś mnie popchnął, a cała zawartość wylała się na spodnie Justina, wraz ze mną.
-Cholera, bardzo p-przepraszam- pisnęłam, nie czekając na jego odpowiedź pobiegłam po papierowe ręczniki, gdy wróciłam przy Justinie stał już ten sam cholerny sukinsyn co oznajmił mi o mojej nowej pracy.
-Nawet do roznoszenia alkoholu nie nadajesz się, może chcesz iść na scenę? -zapytał się złośliwie ONZ (ohydny, napalony zboczeniec, ponieważ tak nazywałyśmy go z Victorią), gdy tylko pomyślałam sobie, że mam w taniej bieliźnie, która zakrywała tyle co nic odstawiać jakieś dziwne ruchy przed tymi wszystkimi obrzydliwymi facetami miałam odruch wymiotny.
- John przecież powiedziałem, że nic się nie stało, została popchnięta- warknął sucho w jego stronę. 1:0 dla Belli. Tamten tylko skinął głową i odszedł.
-Przepraszam i bardzo dziękuję za uratowanie przed nim.- powiedziałam nieśmiało.
-Nie ma sprawy-uśmiechnął się - Doczekam się kiedyś mojej Whiskey?- zapytał rozbawiony.

-Cholera jasne, to znaczy oczywiście!- krzyknęłam i szybkim krokiem ruszyłam w stronę baru, słyszałam tylko głośny śmiech chłopaka, to będzie długa noc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz