wtorek, 19 listopada 2013

10. Ciasteczka

Oczami Annabell

Otworzyłam powieki, czego od razu pożałowałam, ostre światło szczypało moje oczy, co nie spodobało mi się. Po kolejnej próbie, w końcu udało mi się zostawić je otwarte. Przekręcając się na bok zobaczyłam słodko śpiącego na krześle Justina. Podeszłam do niego, delikatnie szturchając go, aby wybudził się ze snu. Ten tylko uśmiechnął się do mnie ciepło.
-Justin, połóż się koło mnie.- Złapałam go za dłoń, ciągnąc w stronę łóżka. Kładąc się chłopak przytulił mnie do siebie, uwielbiałam czuć jego bliskość. Był taki doskonały, odwróciłam głowę, abym jeszcze dokładniej mogła skanować jego twarz. Włosy były rozproszone w każdą stronę, jakby właśnie jakaś dziewczyna splątała je podczas seksu. Na lewym policzku miał prawie niewidoczną bliznę, a pieprzyki były wszędzie porozrzucane.
-Gapisz się na mnie- nie racząc nawet otworzyć powiek, uśmiechnął się łobuzersko.
-Wcale, że nie!- pisnęłam szybko odwracając się. Justin zachichotał pochylając się nade mną, a ja zacisnęłam mocno powieki i zaczęłam chrapać. To sprawiło tylko jeszcze większą poprawę humoru u chłopaka. Poczułam jak jego seksowne palce, chwila dlaczego myślę w ten sposób o jego palcach?! Przesuwają się na moje biodra na co cicho syknęłam, szybko zakrywając to wymuszonym uśmiechem. Musiał zauważyć, ponieważ na miejsce tego pięknego, szerokiego uśmiechu wdarł się grymas.
-Co się stało?- zapytał z tak wielką troską na co wszystkie motylki siedzące w brzuchu poszybowały ku górze.
-Nic, po prostu to boli.- próbowałam uśmiechnąć się, ale rana bolała coraz mocniej. Szatyn wspiął się nade mnie i podpierając się na łokciach odkrył kawałek mojego ciała. Schylił się i swoimi rozgrzanymi wargami musnął przecięcie. Przyjemne ciarki rozeszły się po całym moim ciele, jeszcze chwila, a moja głowa uciekłaby w tył z przyjemności. Nie wiedziałam co dzieje się między mną, a Justinem, raz zachowujemy się jak para, a zaraz on próbuje mnie unikać, mam mętlik w głowie.
-Cześć, Be... cholera!- usłyszałam znajomy głos, który zaraz ucichł przez zamykanie drzwi. Chłopak roześmiał się głośno, nie wiem czy z powodu tego incydentu czy z odcieniu moich policzków. Szybko zrzuciłam go z siebie i wybiegłam z pokoju, rzucając się na przyjaciółkę.
-Victoria!- krzyknęłam tuląc ją do siebie jak szalona, lecz ona po chwili odwzajemniła uścisk z podwójną siłą. Złapała moją twarz całując po czole, policzkach i nosie. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, dlatego po chwili leżałyśmy oparte plecami o ścianę śmiejąc się wniebogłosy. Urywkiem widziałam tylko opierającego się o framugę Biebera, który również niekontrolowanie chichotał. Nagle dobry humor Vick prysł i przybrała kamienny wyraz twarzy, wstała podając mi rękę, byłam delikatnie wytrącone z równowagi, ale nie dawałam poznać tego po sobie.
-Muszę Ci coś powiedzieć- w oczach dziewczyny zebrała się słowna ciecz.
-Co jest?- nie wiedziałam o co chodzi, jej humor zmienił się tak drastycznie w zaledwie sekund.
-J-jestem w ciąży- Vick rozpłakała się tak mocno, widziałam jak Justin biegnie po coś, zakładam, że po chusteczki. Siedząc na podłodze przytuliłam jej małe trzęsące się ciało. Nie wiedziałam tylko dlaczego płacze, przecież w jakimś stopniu to jest dar, a nie powód naszych łez.
-Victoria, dlaczego jesteś smutna? Przecież to najlepsze co mogło Ci się przytrafić w życiu.- Szatyn wrócił, tak jak myślałam z pudełkiem chusteczek, z których brunetka od razu skorzystała.
-Nie w-wiem, jestem jeszcze za m-młoda-jąkała się, widziałam w jej oczach, że jest taka zagubiona.
-Jeśli mogę się spytać, kto jest jego ojcem?
-Christian*-na wspomnienie o tym imieniu, rogi jej ust delikatnie wywinęły się z uśmieszku, cóż muszę przyznać, że Chris jest naprawdę przystojny.
-Lubisz go?- zapytałam z łobuzerskim uśmiechem na ustach na co dziewczyna przybrała kolor buraka. Szczerze nie wiem czy potrafiłabym ją odróżnić od niego.
-Um.. To mój chłopak-szepnęła nieśmiało na co zgromiłam ją wzrokiem.
-Och Victoria! Dlaczego ja nic o tym nie wiem? Przecież powinnam dowiedzieć się o tym pierwsza!-krzyczałam, lekko szturchając ją w ramię.

Oczami Justina
-Och Victoria! Dlaczego ja nic o tym nie wiem? Przecież powinnam dowiedzieć się o tym pierwsza!- krzyknęła Bella, próbowała udawać obrażoną, ale wydaję mi się, że nie jest najlepszą aktorką. Przyglądałem się tej scenie z boku opierając się o framugę drzwi gdy poczułem wibrację. Wyjmując z moich czarnych spodni iPhona szybkim ruchem odebrałem połączenie.
-Bieber?- przez głośnik rozszedł się tak dobrze znany mi głos.
-Tak, co tam stary?- tak dawno nie słyszałem, nowości o nim. Zastanawiałem się czy w ogóle żyje.
- Jakoś interesy się kręcą, chcesz dzisiaj wpaść na wyścigi, tak jak za dobrych starych czasów?- w jego głosie było słychać nutkę rozbawienia.
-Na pewno będę, kto się ściga?
-Dwukołowce- coraz lepiej
-Na pewno będę, muszę kończyć- nie czekając na odpowiedź Sydneya zakończyłem rozmowę. Nie ścigałem się od dobrych paru miesięcy, dlatego trzeba to zmienić. Ruszyłem w kierunku toalety kiedy usłyszałem przyciszony głos Victorii.
-Jak myślisz Justin szykuje coś na twoje urodziny?-mówiła tak cicho, że przylgnąłem do ściany jak jakiś obraz.
-Um.. nie wydaję mi się, jesteśmy przyjaciółmi, ale szczerze w to wątpię.- głos Belli wydawał się taki cichy i słaby.
-Przekonamy się jutro- po tych słowach usłyszałem tylko szuranie, co oznaczało, że wstały. Po odklejeniu się od ściany przebiegłem przez pokój, niestety potknąłem się o krzesło i z całą siłą runąłem na drewniane panele.
-Matko, Justin! Nic Ci się nie stało?- po sekundzie przy mojej głowie siedziała Bella z rozbawioną Victorią.
-Nie, jest okej, huh, głupie krzesło- zrobiło mi się tak cholernie głupio, że na pewno moje policzki chodź delikatnie zmieniły odcień.
-Aw, Justin Drew Bieber się rumieni!- zagruchała Bella, łapiąc mnie za policzki. Nie mogłem powstrzymać śmiechu gdy przybliżała swoje usta złożone w kształcie "rybki" do mojej twarzy. Tą wspaniałą chwilę przerwał dźwięk dzwonka. Szybko wstałem i otrzepując się wyszedłem z pokoju, słyszałem tylko za sobą głos Victorii piszczącej o tym jak jesteśmy dla siebie z Aną stworzeni. Gdy otworzyłem drzwi, zobaczyłem Chrisa uśmiechniętego od ucha do ucha.
-Gratulację- przytuliłem go po męsku, wiedząc, że jest dumny z tego, że będzie miał dziecko. Przesunąłem się w bok dając mu znak, że może wejść, z czego skorzystał. Przykładając palce u stóp o pięty szybko zrzucił swoje buty i wszedł do salonu. Rozsiedliśmy się wygodnie na kanapie, włączając telewizor, uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-To ta?- zapytałem go, wiedziałem, że będzie chętny na temat rozmowy o Vick.
-Tak mi się wydaję, jest wspaniały, już od pierwszych chwil razem mieliśmy wspólny język? Nie wiem jak to nazwać zaczynam gadać jak baba- zachichotał na co mu zawtórowałem. Victoria jest naprawdę wspaniała i ciesze się, że są razem.
-Tak właściwie, ile już razem jesteście?- wcześniej wiedziałem, że są razem, ale tak właściwie nie wiem od kiedy dokładnie.
-Niedługo będzie 5 miesięcy
-To długo jak na "pogromcę lasek"- szturchnąłem go z żebro i zachichotałem.
-Kiedyś trzeba dorosnąć, mógłbyś wziąć ze mnie przykład.- chciał chyba udawać ojca, rozmawiającego z synem na temat jego przyszłości, lecz po prostu wybuchliśmy śmiechem. Zaraz po tym z góry zeszły dziewczyny z ogromnymi uśmiechami na twarzy.
-Cześć- obydwie synchronicznie pisnęły i zachichotały. Oczywiście Bella potem usiadła obok mnie, gdy w tym samym czasie Victoria zaatakowała usta Chrisa. Gdy spojrzałem na twarz Any, roześmiałem się z jej zdegustowanej miny, wyglądała jakby zaraz miała zwrócić swoje śniadanie. Chwile jeszcze pogadaliśmy i okazało się, że muszą jechać do Elisabeth, mamy Chrisa żeby poinformować ją o nienarodzonym dziecku.
-Justin, lubisz ciastka?- spytała brunetka z powagą wypisaną na twarzy.
-Tak, a co to za pytanie?- zachichotałem, kto ich nie lubi? Bella nie raczyła zaszczycić mnie odpowiedzią, energicznie podnosząc się z kanapy pobiegła do kuchni. Nie wiedząc, co zamierza zrobić ruszyłem za nią.
Mąka, jajka i drożdże leżały na stole, a dziewczyna szukała pozostałych składników. Parę razy musiałem podpowiedzieć jej gdzie co leży, ale poradziła sobie świetnie. Po wymieszaniu wszystkich składników zaczęła ugniatać masę. Zaszedłem ją od tyłu łapiąc jej malutkie dłonie w swoje i pomagałem jej ugniatać ciasto. Rękaw bluzki zjechał z jej ramienia ochoczo zapraszając do spróbowania. Delikatnie musnąłem kawałek jej odsłoniętej skóry, szukając najsłabszego punktu. Annabell oparła głową na moim torsie, a gdy znalazłem go cicho jęknęła. Uwielbiałem to, że tak na nią wpływam.
-Justin, przestań-jęknęła, ale ja dalej ssałem jej szyję. -Proszę- westchnęła, bardziej przypominało to prośbę żebym nigdy nie przestawał. W pewnym momencie wyrwała się z mojego uścisku, patrząc na mnie pogardliwie.
-Nie jestem twoją suką- syknęła i wróciła do ugniatania ciasta tylko tym razem bez mojej pomocy.

Oczami Annabell

Ten dupek potrafi wszystko zniszczyć, nie jestem gotowa na to, szczególnie, że nie jesteśmy nawet parą. Rano był taki miły i troskliwy, a teraz znów wrócił Justin pogromca majtek. Uh, czy nie mógł się opanować i chociaż jeden dzień w moim cholernym życiu zostawić idealny? Po tym co przeżyłam tydzień temu, to całe porwanie, noże, gangsterzy i inne gówna zmęczyło mnie, a gdy wszystko przyswoiłam to Biebera coś z spodniach zaczęło swędzieć. To, że jest przystojny i nawet jego palce mogłyby odegrać główną rolę w pornosie nie oznacza, że od razu mu ulegnę. Z nerwów ugniatałam tak mocno ciasto, że martwię się o jego stan. Szatyn tylko przyglądał mi się z cieniem rozbawienia w oczach. Gdy odwrócił się aby nalać sobie do szklanki soku wpadłam na wspaniały pomysł. Chwila nieuwagi i wycelowałam mu w twarz kawałkiem masy. Ups.. i tak nie nadawało się do niczego. Spojrzał na mnie przenikliwym wzorkiem i rzucił jak jakiś lew na antylopę. Chwycił miskę i umazał mi całe włosy, twarz i ubranie. Dumny ze swojego dzieła zaczął chichotać, niestety jego smakowity sok wylądował na idealnie ułożonych włosach, hej, ich naprawę było mi szkoda.
-Masz 5 sekund- szepnął, próbując wytrzeć twarz i odliczając. Bez zastanowienia rzuciłam się w pogoń, wybiegając z kuchni wtargnęłam na schody, wbiegając po nich jak słoń. Udałam się do sypialni Justina i schowałam się pod łóżkiem. Po chwili było  słychać otwieranie drzwi,  wstrzymałam oddech na tą chwilę gdy sprawdzał powierzchnię blisko łóżka. Myślałam, że już mi się udało, ponieważ kierował się do wyjścia, cichy chichot wyrwał mi się z ust, co przyciągnęło uwagę szatyna. Wyciągnął mnie za nogę, brudząc przy tym dywan. Wziął mnie na ręce kierując się w stronę łazienki. Nie wiedziałam o co może mu chodzić, ponieważ  jest nieobliczalny. Nie trudząc się spuścić pierwszej, zimnej, wody wepchnął mnie pod prysznic po czym sam dołączył. Nasze ubrania były przemoczone, a ciała wziąć brudne od ciasta. Cofam słowa w których mówiłam, że zawinił, jest idealnie.
_________________________
*Christian jest chłopakiem który zaopiekował się Victorią po uciecze z klubu.
hejka, tutaj @brooklynchejka :) Jnnabella moments,  ojasndj  xx 5 komentarzy= rozdział 11 :) Ogólnie jest 01:58, a ja piszę dla Was rozdział, oki :)

11 komentarzy: