piątek, 11 października 2013

5. Nerwica natręctw

Słyszałam krzyki, ale nie zareagowałam, nie potrafiłam, poczułam mocne szarpnięcie. Victoria pchała mnie w stronę wyjścia na tyłach klubu.
-Kochanie, bądź silna, to nasza jedyna szansa na ucieczkę.- Te słowa odbijały mi się w głowie, czy To koniec tego piekła? Czy mam szansę na powrót do normalnego życia? Cholera, tak! Założyłam satynowy, czerwony szlafrok, który został wcześniej zabrany przez Victorię. Szczerze nie miałam ochoty paradować po ulicy w skąpym stroju. Zaczęłyśmy uciekać, niestety z tego roztargnienia wpadłam na coś, obawiam się najgorszego, że to mógł być pracownik klubu, niechętnie podniosłam głowę i zobaczyłam te piękne, brązowe tęczówki, odcieniu czekolady w której bardzo łatwo utonąć.
-Przepraszam, a teraz chodźcie- szybkim ruchem podał mi dłoń, chwyciłam ją i wstałam niezdarnie co bardzo go rozbawiło. Justin prowadził nas ciemną ulicą, na której nikogo nie było. Panowała grobowa cisza, pomijając nasze ciężkie oddechy i bicie serca, nie rozpoznawałam tej części miasta, ulice były brudne, a z budynków odpadały tynki. Chłopak co jakiś czas odwracał się aby spojrzeć czy idziemy za nim. Uśmiechnął się do mnie, co ja oddałam z podwójnym zapałem, niestety należę do osób nieskoordynowanych ruchowo. Załamanie krawężnika spowodowało mój upadek.
-Cholera- krzyknęłam, kontakt mojej skóry z chrapliwym betonem spowodował, że lada moment z mojego kolana wypłynęła metaliczna ciecz. Chłopak widząc to wszystko tylko pokręcił głową z dezaprobatą, chodź w jego oczach kryły się iskierki rozbawienia. Włożył jedną ręką pod moje kolana, a drugą otulił plecy.
-Dzięki- mruknęłam zawstydzona, a on tylko skinął głową na znak, że usłyszał. Po chwili znaleźliśmy się obok ciemnego, idealnie wypolerowanego Kawasaki. Czyżby nerwica natręctw? Zachichotałam głupkowato, za co dostałam spojrzenie uciekłaś-z-psychiatryka-czy-masz-tak-od-dzieciństwa. Zobaczyłam jakiegoś kolesia opierającego się o drugi motocykl, palącego czerwone Marlboro.
-Siema- rzucił "luzacko" Justin- Victorio, jedź z Chrisem, ja wezmę Belle- Vick tylko skinęła głową i ruszyła do chłopaka. Brunet delikatnie posadził mnie na VN 1700.
-Trzymaj się mocno, maleńka- 
Pochylił się nad moim uchem i szepnął, po czym kusząca przymknął lewe oko. Moja twarz przybrała kolor purpury, a w moim brzuchu szalało stado rozszalałych motyli, cholera to było bardziej porównywalne do rozwścieczonego orszaku dzików, ale to jest mniej ważne. Justin usadowił się pomiędzy moimi nogami, a ja mocno oplotłam go w pasie. Usłyszałam tylko charakterystyczny dźwięk i po chwili jechaliśmy z niesamowicie szybką prędkością. Kochałam czuć wiatr targający moją burzę włosów, kochałam patrzeć na ludzi którzy zagubili się w tej codziennej monotonii. Nie wiedzą co tracą, wszystkie myśli odchodzą daleko stąd, a Ty skupiasz się tylko na beztroskiej jeździe.  Gdy stanęliśmy na światłach, zerknęłam w lusterko, widząc Justina wpatrującego się w mój odkryty biust, zdałam sobie sprawę z tego, że mam na sobie tylko cienki szlafrok, który z taką prędkością, zwiał i odkrył moje ciało. Po raz drugi dzisiaj zaczerwieniłam się i skuliłam pod sylwetką Justina. Usłyszałam tylko jęk, a jego postawa się zgarbiła. Och, przepraszam, że przeszkadzam Ci po raz kolejny w studiowaniu mojego ciała. Sięgnęłam po szlafrok i mocniej docisnęłam się do ciała Justina, co spowodowało przytrzymanie materiału. Widziałam niezadowolenie w oczach chłopaka, ale zaraz po tym jak ruszył, błyszczało tylko zadowolenie, oraz skupienie. To dziwne, że znam go tak krótko, a potrafię czytać panujące nad nim emocje jak z otwartych kart. Poczułam, że chłopak zwalnia i zaparkował na podjeździe bardzo ładnego domu. Był cały biały, a w oknach wisiały niebieskie, schludnie powieszone firanki. Chłopak zeskoczył z pojazdu, i ponownie biorąc mnie na ręce jak pannę młodą, ruszyliśmy w kierunku budynku. Zorientowałam się, że nie ma Victorii, a co jeśli tamten cały Chris porwał ją i wywiózł do Niemiec, aby przez cały sezon wiosenny zbierała szparagi? Albo jeszcze gorzej, ponownie wróciła do tamtych robót o których wolę nawet nie wspominać? Brunet musiał zobaczyć strash w moich oczach.
-Coś się stało Bello?- zapytał tym swoim miękkim, aksamitnym głosem, przez który kolana miękły pod każdą kobietą.
-Gdzie jest Victoria?- rzuciłam cicho.
- Nie martw się, jest bezpieczna, ale zaraz Ty nie będziesz bezpieczna jeśli nie zasłonisz swojego ciała.- Dupek, wypchnęłam delikatnie biodra w górę i otuliłam się delikatnym materiałem. Ten tylko oparł mnie na kolanie i wyjął z kieszeni klucze. Przekręcając zamek, popchnął delikatnie dębowe drzwi, ukazując wnętrze domu. Było tak przytulnie, nie mogłam uwierzyć, że taki Douchebag* może mieszkać tutaj. Postawił mnie, a ja lekko zakołysałam się na swoich czarnych szpilkach. Odzyskując równowagę, wyprostowałam się i zdjęłam z siebie buty. Brunet rzucił klucze na brązową szafkę stojącą pod ścianą.
-Jesteś głodna?- zapytał mnie, był rozbawiony moją postawą.
-Um..tak- rzuciłam delikatnie, a on skinął głową. Usiadłam na wysokim krześle barowym przy wysepce.- Masz bardzo ładny dom.
-Dziękuję- uśmiechnął się ciepło
-Mieszkasz sam?- zastygł w miejscu na chwilę, po czym odezwał się.
-Nie powinno interesować Cię to- rzucił ostro, cholera zapytałam się tylko czy mieszka sam, witamy Panie Bipolarny*. W pokoju zapanowała nieprzyjemna cisza, 
było słychać tylko, że stukot sztućców i pryskającego oleju na patelni. Po krótkiej chwili, przede mną leżał smakowicie wyglądający omlet, szkoda tylko, że ja straciłam przez niego apetyt.
-Smacznego- powiedział spokojnie, mogłam wyczuwać radość? Ten chłopak zmienia humory szybciej niż Hugh Hefner króliczki*
-Nie mam ochoty już jeść- bąknęłam cicho, usłyszałam tylko westchnięcie, byłam tego 
pewna , że własnie przewrócił oczami.
-Nieważne- mruknął, prawie niesłyszalnym głosem.- Chodź, dam Ci jakieś ubrania- Po cichu ruszyłam za nim jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Weszliśmy po schodach, ostatni pokój po lewo służył jako jego sypialnia. Wchodząc zauważyłam, że ten pokój różni się od całego domu, tutaj panowały ciemniejsze kolory. Panele w kolorze ciemnego brązu były ułożone obok siebie w monotonnej kompozycji, a na środku pokoju leżał duży bordowy dywan. Łóżko było królewskich rozmiarów, a pościel współgrała z barwą dywanu. Nie spostrzegłam nawet kiedy Justin przeszedł przez pokój rozsiadając się na łóżku. No tak Bella byłaś zajęta wpatrywaniem się jak idiotka w jego pokój.
- Tam masz toaletę, sądzę, że chcesz z niej skorzystać. -Kiwnęłam głową na znak, że zrozumiałam i ruszyłam w kierunku toalety. Otworzyłam kabinę i włączyłam wodę, aby
 początkowy zimny , strumień zleciał, a ja w między czasie zdjęłam bieliznę. Weszłam pod prysznic, pozwalając parzącej cieczy spływać po moim słabym ciele. Też tak macie, że podczas brania kąpieli zastanawiacie się nad swoim życiem? A gdyby jednak? Wszystkie pytania i rozmyślania nasuwają się do umysłu. Stałam tam po prostu bezczynnie myśląc, o tym co teraz zrobię, bez pieniędzy, ubrań i nikogo bliskiego przy mnie. Nalałam na dłoń, czekoladowego płynu, po czym najdelikatniej jak potrafiłam wmasowałam go w skórę. Powtórzyłam czynność z włosami i spłukałam całe ciało. Zakręcając wodę wyszłam i od razu poczułam chłodne powietrze odbijające się od mojego rozgrzanego ciała. Chwyciłam biały, puszysty ręcznik, który zaraz mnie otulił, wyszłam i zobaczyłam Justina siedzącego na łóżku, gdy usłyszał, że wychodzę poderwał się do pozycji siedzącej.
-Um..Mogłabym coś w czym mogłabym spać?- zapytałam się nieśmiało, spuszczając głowę w dół.
Chłopak tylko się zaśmiał i wszedł do garderoby, szperając w niej.
-Masz- podał mi idealnie złożoną bluzkę w kostkę. Ha! Mówiłam, że ma nerwice natręctw!-Dziękuję- skinęłam i z powrotem weszłam do toalety, cholera, on jest strasznie onieśmielający.
Włożyłam na siebie spodnie dresowe oraz jego dużo za dużą koszulkę, rozczesałam włosy i wyszłam. Niestety nie zastałam Justina w pokoju, po cichu zeszłam na dół i usłyszałam hałas za dębowych drzwi, dlatego poszłam w ich kierunku. Był to pokój rozrywki, ogromny telewizor rozciągał się na ścianie, stół do pin ponga oraz niezliczona ilość gier. Siedział skupiony w 2 rzędzie, a jakiś film akcji leciał w telewizorze, dosiadłam się do niego i w milczeniu oglądaliśmy. Poczułam jak moje oczy stają się ciężkie i odpływałam do krainy błogiego spokoju.

Poczułam, że ktoś trzęsie moim ciałem, otworzyłam oczy i ujrzałam James'a. Tylko nie to.
-Ubieraj się, za godzinę widzę, Cię tańczącą na scenie- warknął i rzucił we mnie tak dobrze mi znanym skrawkiem materiału aka bielizną. Chciałam uciec, ale jednym, zwinnym ruchem przygwoździł mnie do ściany. Chwycił mnie za krtań, czego skutkiem było duszenie. Walczyłam o tak cenne mi powietrze i zacisnęłam powieki.
-Justin- krzyknęłam, lecz mogłam wydusić z siebie tylko przytłumiony szept. Łzy zaczęły napływać do moich oczu, ale nie mogłam pokazać, jaka jestem słaba. Ostatnimi siłami kopnęłam go tam gdzie nigdy nie dociera światło dzienne. Facet runął na podłogę z hukiem, a ja pobiegłam do pokoju Justina. To co zastałam tam było wstrząsające, zauważyłam, że brunet leży na podłodze zwijający się z bólu w kałuży czerwonej cieczy, opadłam przy nim na kolana i odgarniając włosy z jego spoconego czoła zaczęłam płakać.
-Uciekaj- szepnął- uciekaj Annabello, teraz!- gdy wyszeptał ostatnie słowo do pokoju wpadł rozwścieczony James. Wstałam i zwinnie omijając niepełnosprawnego chłopaka wybiegłam z pokoju. Zbiegając po schodach, potknęłam się, czego skutkiem było sturlanie się po schodach. On tylko stał na górze schodów i śmiał się z mojej pokraczności. Nie zważając na to dalej zaczęłam uciekać. Na dworze padał deszcz i było bardzo zimno, a śliski chodnik w niczym mi nie pomagał, skręcając w uliczkę napotkałam przed sobą las, chciałam zawrócić, ale wiedziałam, że on jest gdzieś w pobliżu. Biegnąc pomiędzy drzewami, poczułam straszliwe pieczenie, moje gołe stopy krwawiły przez ostre zakończenia zaschniętych gałęzi leżących na ziemi. Nie mogłam złapać oddechu dlatego przystanęłam na chwilę. Nie słyszałam nic, oprócz swojego bicia serca i zachłannego łapania tlenu. Zgubiłam go, cholera jasna! Udało mi się! Wstałam i chciałam iść dalej, ale poczułam zimny przedmiot przy mojej skroni.
-To koniec Annabello- po tych słowach rozległ się głośny huk, a moje ciało bezwładnie opadło za ziemię.


Poderwałam się do pozycji siedzącej, Boże, czym ja zawiniłam, że karzesz mnie takimi snami. Przetarłam dłonią moje spocone czoło i wstałam z łóżka, zauważając, że jestem w zupełnie innym miejscu nić pokój rozrywki. Podeszłam na palcach do drzwi i przekręcając klamkę ruszyłam przez korytarz, a już po chwili stałam w pokoju bruneta.
-Bella?- zapytał ochrypłym głosem.
-Tak, um Justin?-zapytałam szeptem
-Tak?
-Mogę spać z Tobą? Cholernie się boję- wymruczałam cicho, lekko skrępowana tym pytaniem.
-Pewnie, wskakuj- podniósł kołdrę do góry w geście abym położyła się obok niego. Szybko przemknęłam przez pokój i ułożyłam się koło chłopaka, na co on od razu zamknął przestrzeń dzielącą Nas uściskiem.

___________________
Douchebag* - w ang. jest to facet mający o sobie wysokie mniemanie. Charakterystyczna fryzura, oraz odcień skóry. 
Bipolarny*- można mówić tak o osobie mającej strukturę dwubiegunową.
Hugh Hefner*- założyciel magazynu Playboy, króliczki Playboy'a są to modelki pozujące nago do zdjęć

5 rozdział dosyć różni się od wszystkich, ale mam nadzieję, że spodoba Wam się :) Następny rozdział napiszę Weronika :) - @brooklynchejka 


2 komentarze:

  1. Nawet nie wiesz jak się przeraziłam tego snu xd Czekam na 6 rozdział ;* No i tak najlepsze zakończenie <3 Wyłącz tą weryfikacje ! xd

    By Vilers ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie potrafi to być dość wielki problem który również dotyka wielu z nas. Moim zdaniem bardzo fajne efekty walki z tymi dolegliwościami możemy uzyskać u psychologa. Polecam każdemu odwiedziny w gabinecie https://dominikhaak.pl/ gdzie na pewno nie pozostaniemy bez odpowiedzi.

    OdpowiedzUsuń